Przyczajony hejt, ukryty kompleks

Jako osoba rozpoznawalna żyję w Polsce w dwóch równoległych rzeczywistościach. Przy spotkaniu twarzą w twarz słyszę zazwyczaj potok komplementów i pochwał moich działań, które (bez udawanej skromności) uważam za przesadzone i zupełnie nieadekwatne do tego, co wygłaszający je, obcy mi ludzie, mogą o mnie widzieć. „Znamy się” przecież tylko z telewizji, radio czy Internetu gdzie mieszają się nieliczne informacje prawdziwe, z tymi zmontowanymi na potrzeby mediów, nie mającymi nic wspólnego z rzeczywistością.

Dodatkowo należy pamiętać, iż wykonuję zawód aktorki, co oznacza, iż gram emocje i sytuacje, które zostawiam na planie po wyjściu z pracy. Nikt kto nie zna mnie prywatnie i to przez dłuższy czas, nie ma pojęcia jak wygląda moje życie osobiste, ponieważ strzegę go pilnie i kontroluję informacje, które zostają upublicznione (nie wliczając oczywiście tych wymyślonych przez media).



Jak każdy z Nas posiadam jednak życie prywatne, Rodzinę, Przyjaciół, emocje, zupełnie ludzkie wady i zalety. O tym zdają się zapominać ludzie, podobnie mi obcy, których spotykam w Internecie, gdzie mogą ukryć się pod osłoną swojej anonimowości. W tej drugiej, internetowej rzeczywistości puszczane są wodze fantazji i kwitnie to co stało się najbardziej modnym trendem, czyli hejt.

Kiedy pojawiłam się w szumnie zwanym „show-biznesie” miałam 8 lat, więc przez wiele lat byłam zarówno osobą obserwującą go od środka, jak i przeciętnym odbiorcą. Chciałabym zaliczać się do osób młodego pokolenia, ale mam wrażenie, że od dnia pierwszej mojej styczności z mediami, byłam świadkiem kilku zmian pokoleniowych i rozumiem z nich coraz mniej. Jeszcze kilka lat temu w środkach masowego przekazu prezentowano ludzi, którzy dokonali wielkich czynów czy to w sporcie, czy w nauce. Osoby, które mogą być inspiracją, autorytetem. Dziś to ostatnie niestety się nie zmieniło, ponieważ media nadal kreują postaci, którymi odbiorca się inspiruje, jednak mając zapewne na względzie słupki oglądalności, liczbę sprzedanych egzemplarzy gazet, czy odwiedzin portali internetowych coraz częściej w mediach pokazuje się osoby kontrowersyjne i te, które wywołają lawinę tego co odbiorca kocha najbardziej, czyli… hejtu. Pozytywne newsy o znanej osobie słabo się sprzedają, więc trwa pogoń za „hakami” na każdego i o każdym. Coraz mniej Autorytetów pozostało nie zmieszanych z błotem przez media, a udowodnienie prawdy coraz częściej staje się walką z wiatrakami, wobec potężnej IV Władzy.

Tytuły artykułów, komentarze pod nimi, czy też dialogi na portalach społecznościowych przechodzą najczęściej niezauważone gdy są pozytywne i nie mają w sobie chociaż odrobiny sensacji czy kontrowersji. Osoby rozpoznawalne, modniej zwane „celebrytami”, mają szansę na zaistnienie jeśli można napisać o nich cokolwiek negatywnego. Na portalach społecznościowych niewielu skomentuje komentarz z gratulacjami, ale wystarczy, że w komentarzu pojawi się choć szczypta hejtu i masz już pewność, że wypowiedź nie pozostanie bez echa.

Raj dla hejterów stanowią portale plotkarskie, które już w tytule artykułów pobudzają ośrodki żółci użytkowników. Sprawa czasami komplikuje się na portalach społecznościowych, gdzie najczęściej posługujemy się swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, nasz profil jest publiczny, a co gorsza, podmiot naszego hejtu może przeczytać komentarz na swój temat, a nawet (o zgrozo!) odpowiedzieć na niego. Wtedy dopiero u nielicznych pojawia się refleksja, że po drugiej stronie ktoś jednak jest. Niezwykle rzadko ta refleksja prowadzi nawet do wyrzutów sumienia. „Pomyślałam sobie, że muszę do Pani napisać, bo źle się czuję z tym, że Panią obraziłam. Bardzo przepraszam. Jest Pani ok a ja zazdroszczę Pani sukcesu dlatego to był taki atak sfrustrowanej matki polki zamkniętej w czterech ścianach…. bez pracy, perspektyw na jutro. Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za swoje nieeleganckie zachowanie. Wyrzuty sumienia chciały mnie zjeść”- to jedna z wiadomości otrzymana od autorki obraźliwego komentarza.

Czy naprawdę wylanie swoich frustracji kosztem innej osoby przynosi ulgę czy satysfakcję ze sprowokowania fali hejtu na daną osobę? Moda na te negatywne emocje zaczęła kształtować nie tylko Internet ale również telewizję, poczynając od treści wiadomości telewizyjnych, aż po powstanie takich projektów jak Roast Kuby Wojewódzkiego, który polega wyłącznie na obrażaniu zapraszanych gości. Jak się okazało, nieświadomie również swoim zachowaniem podsycam hejt wobec mojej osoby. Na moim FanPage’u jeden z użytkowników pod każdym zdjęciem pisał niezwykle miłe komentarze, na które początkowo odpowiadałam raz na jakiś czas „dziękuję”, by następnie przestać zwracać na nie uwagę. Po kilku tygodniach, wstawiając zupełnie neutralne zdjęcie, ten sam użytkownik niespodziewanie zareagował niezwykle soczystą i fantazyjną krytyką mojej osoby. Tak wulgarna wręcz wypowiedź nie mogła przejść bez echa, szczególnie po tylu wcześniejszych pozytywnych komentarzach. W odpowiedzi na moje zapytanie o przyczynę tak drastycznej zmiany poglądów, otrzymałam jakże wymowną odpowiedź: „Na pozytywne komentarze przestałaś odpowiadać, gdy tylko napisałem coś negatywnego, od razu zwróciłaś na mnie uwagę”. W Internecie bezkrólewie nam nie grozi. Królestwu Hejtu wróżę tylko większą potęgę i władzę.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...